Istota III (twórczość sci-fi)

Opowiadanie science fiction „Istota” – przeczytaj pierwszą część.

Opowiadanie science fiction „Istota” – przeczytaj drugą część.


Walka o przetrwanie

Po tym jak Reynolds i Jones udali się z powrotem do bazy, obaj panowie czuli się zaniepokojeni tym co zobaczyli. Wydawało się, że nikt nie przeżył, jednak nie to było najgorsze. Zwłoki każdego z kolonizatorów były poprzeszywane korzeniami, które w żaden sposób nie były już połączone z podłożem. Po prostu z każdego człowieka wyrastały korzenie, które oplatały powierzchnię martwego ciała, a następnie z powrotem wnikały do środka.

– Szybciej Jones, nie mamy czasu oglądać tego ścierwa. Pamiętaj po co tu przyszliśmy!

– Tak… wiem, musimy znaleźć przecinaki plazmowe, a potem…

– No to się kurwa streszczaj, to nie zabawa. Tabletki pobudzające i stymulatory nie będą wiecznie działać.

Reynolds był skupiony na celu, zdeterminowany i… przesadnie pobudzony, jednak miało to miejsce ze względu na nadużywanie elektrycznego stymulatora mózgu. Poza tym człowiek ten jak zawsze dążył do przetrwania i nic nie było w stanie wybić go z rytmu. Natomiast Jones wydawał się być lekko otumaniony… zupełnie jakby nie był w stanie przestawić się na tryb przetrwania, ponieważ wciąż nie mógł w pełni zaakceptować, że to wszystko dzieje się naprawdę. W jednej chwili cała misja zamieniła się w katastrofę, w której niemal wszyscy stracili życie, a przecież Jones nie pisał się na coś takiego. Jego umowa nie zostawia wątpliwości co do tego, iż człowiek ten ma być wysyłany wyłącznie w bezpieczne miejsca. To nie tak miało być…

– Jones! Znowu się zamyśliłeś? Ty skurwysynu… tracę do ciebie cierpliwość.

– Ja… przepraszam…

– Szukaj przecinaków, Jones! Jebanych, plazmowych, przecinaków!

– Reynolds, oni chodzą… chyba już do końca postradałem zmysły. – Mimo upomnień ze strony Reynoldsa, Jones nie miał zamiaru szukać przecinaków. Zamiast tego stanął przy oknie i czegoś wyglądał.

Widząc zachowanie swojego towarzysza, Reynolds postanowił, że najwyższa pora spisać go na straty. Zdecydował, że sam poszuka niezbędnych narzędzi, uwolni jeden ze statków i odleci nim jak najdalej z tego przeklętego miejsca. Jego plan był prosty i dobry. Niestety nie uwzględniał tego, co właśnie nastąpiło.

– Reynolds…

– Co! Ty pieprzony… – kiedy Reynolds podniósł głowę i spojrzał w kierunku Jonesa, oniemiał.

Pomieszczenie było wypełnione ludźmi. Tymi samymi, którzy jeszcze przed chwilą leżeli martwi, porozrzucani po różnych zakątkach bazy. Niektórzy z nich byli żołnierzami i wciąż posiadali swoje uzbrojenie, natomiast cywile nie posiadali żadnej broni, choć prawdę mówiąc nie była im potrzebna, jako że ich makabryczny wygląd stanowił wystarczające przesłanie. Zwłoki, które wróciły do życia, czasem miały poodrywane płaty skóry i mięsa… niektórym brakowało połowy twarzy, inni mieli dziury na wylot, choćby w miejscu klatki piersiowej, czy brzucha. Czasem ktoś był relatywnie dobrze zachowany, ale brakowało mu na przykład oczu. Widok był nieprzyjemny nawet bez licznych korzeni, wyrastających  z ich ciał i przeszywających je w różnych miejscach.

Istota

Dwaj mężczyźni zostali zabrani do centrum planowania misji, gdzie urzędował sam generał, wyglądający równie makabrycznie co pozostali. Wojskowy ciepło przywitał swoich gości, którzy zostali przyprowadzeni siłą. Później natomiast doszło do czegoś niecodziennego, jednak Reynolds miał już wszystko gdzieś… wyglądał na bardzo zobojętniałego. Całe jego nadmierne pobudzenie jakby gdzieś umknęło, przez co zaczął bardziej przypominać otępiałego Jonesa. Tym niecodziennym wydarzeniem było błyskawiczne wyrośnięcie korzeni, wprost z podłoża, które następnie przeszyły ciało generała. Mięso i krew poleciało we wszystkich kierunkach. Korzenie brutalnie podziurawiły ciało wojskowego i w całości je pokryły. Humanoidalna postać będąca efektem końcowym tej przemiany, wyglądała jak człowiek zbudowany z korzeni, które wyrastały z podłogi i… ociekały krwią. Po chwili monstrum przemówiło swoim wyjątkowo nienaturalnym, zmutowanym głosem:

– Podziwiam i szanuję waszą determinację do przetrwania, a konkretnie twoją, Adamie.

– Proszę, mów mi Reynolds… nie pamiętam kiedy ostatnio ktoś zwracał się do mnie po imieniu. Chociaż… wiesz co? Może być i Adam. Przecież teraz nas zabijesz, prawda, skurwysynu? Pewnie od początku wiedziałeś co chcemy zrobić i tylko czekałeś aż tu wrócimy. Ty jebana, wstrętna, obrzydliwa, szatańska pokrako. Czym ty w ogóle kurwa jesteś? Co to ma być? Znowu halucynacje?

– Jesteś naprawdę ciekawym człowiekiem, Adamie. Zagościłem w umysłach wszystkich kolonizatorów. Nauczyłem się waszego języka, poznałem wasze wspomnienia, zrozumiałem kim jesteście i w jaki sposób doświadczacie wszystkiego co was otacza. Czułem waszą tęsknotę za bliskimi, czułem waszą chorą potrzebę zdobywania kolejnych światów, wasz gniew, i wszystkie pozostałe emocje. Zrozumiałem was. Poznałem was. Znam każdego członka wyprawy i wiem czego doświadczał przez całe swoje życie. Jednak to właśnie ty, Adamie, wydajesz się być najciekawszy. Uważam, że masz w sobie dar. To dar przetrwania. Jesteśmy do siebie podobni pod tym względem. Ja również przed niczym się nie cofnę, jeżeli w grę wchodzi moje przetrwanie. Zniszczyłem wszystkie pozostałe formy życia, które niegdyś zamieszkiwały tę planetę. Zniszczyłem twoich przyjaciół uczestniczących w tej wyprawie i zamierzam zniszczyć także pozostałych… tych, którzy planują tu przybyć i kontynuować wymierzoną we mnie agresję. Wiem, że dysponujecie technologią, która mogłaby mnie zniszczyć. Wystarczy ostrzał z orbity, żeby moje lasy zamieniły się w wymarłe pustkowia. Nie mogę na to pozwolić.

– I co zamierzasz zrobić? – Zapytał szczerze zaciekawiony Adam Reynolds.

– Zamierzam zagrać w pewną grę. Z tobą, Adamie. Jej zasady są niezwykle proste i nie podlegają żadnym negocjacjom. Możesz tu zginąć w okropnych męczarniach, albo zabić doktora Jones’a, a następnie zdecydować się na ostateczny dowód wierności i oddania w stosunku do mnie i moich lasów. Wybór należy do ciebie.

Reynolds nie należał do ckliwych osób. Mimo przeraźliwych krzyków i błagania o litość ze strony doktora, zabił nieszczęśnika gołymi rękami. Zrobił to szybko i bez zawahania, a jego mechaniczne ramię było w tym wyjątkowo pomocne. Istota była zadowolona z poczynań swojego pupila. Adam Reynolds musiał dowieść, że zrobi wszystko, żeby tylko przetrwać. Był bezwzględny, obojętny na cierpienie innych i wyjątkowo skupiony na swoim celu. Co było jego celem? Przeżycie.

Dzięki swojej zdolności do przenikania umysłów, Istota mogła wybrać najlepszego kandydata do misji. Tym razem nie chodziło o misję skolonizowania obcej planety, bogato porośniętej czarnymi lasami. Ta misja miała być inna, a jej dowódcą została obca forma życia, zwana Istotą. Reynolds zgodził się połknąć nasiona zaoferowane przez Istotę. W przyszłości zakiełkują w jego wnętrznościach, a potem wyrosną z jego ciała i będą je przeszywać. Obrośnięty korzeniami Reynolds zamieni się w inną formę życia… stanie się nośnikiem zarazy, jaką jest Istota i jej potworne halucynacje, stanowiące zagrożenie dla wszystkich żywych organizmów. Organizmów, które nie są potrzebne Istocie, a w dodatku mogą zniszczyć jej piękne lasy.

Przetrwanie najlepiej przystosowanych

Zgodnie z protokołem, Adam Reynolds, który wsiądzie do statku kosmicznego i opuści obcą planetę, na której wystąpiło bliżej nieokreślone niebezpieczeństwo, zgłosi się do swojego dowództwa, a następnie zostanie przetransportowany do izolatki, dzięki czemu nie dojdzie do rozprzestrzenienia się żadnych potencjalnie niebezpiecznych chorób lub pasożytów. Tam zostanie przesłuchany, a później podjęte zostaną decyzje o dalszym działaniu ze strony dowództwa.

Niestety nikt nie wie, że to co wyrośnie z Reynoldsa nie zostanie powstrzymane przez jakąś pieprzoną izolatkę. Wszyscy zginą, a Istota wykorzysta ich zwłoki do dalszego rozprzestrzeniania swoich wpływów. Dla Reynoldsa natomiast liczy się tylko to, że przeżyje. Będzie istniał w zmienionej formie, jednak istota pozwoli na przetrwanie jego nienaruszonej świadomości.