Istota (twórczość sci-fi)

Opowiadanie science fiction „Istota” – przeczytaj drugą część.


Zdobywanie obcej planety w celu dokonania ekspansji terytorium należącego do federacji

Potrzebujemy surowców i ekspansji terytorium należącego do federacji. Starczy nam zapasów na pół roku i musimy w tym czasie stworzyć pierwszą stację wydobywczą na tej pieprzonej planecie. Rozkazy z góry są takie, że do czasu ich przybycia musimy opanować przynajmniej część lasów. Nie obchodzą mnie te pojebane wymysły Reynoldsa o jakiejś istocie. Facet oszalał i dopuścił się ostrzału przyjacielskich jednostek. Nie wiem jak to zrobił, ale zabił pozostałych jedenastu. Reynolds to doświadczony skurwiel, trzeba mu to przyznać. Niestety oszalał, dlatego jak tylko zbadamy sytuację, najprawdopodobniej czeka go egzekucja. Nie słuchajcie jego pieprzenia o jakichś istotach. Macie opanować te jebane lasy. Roboty nie wykazały obecności żadnych niebezpiecznych form życia, a wy i tak jesteście wyposażeni w ciężki sprzęt. Nie przynieście mi wstydu. Do roboty.

***

– Ale generał się wkurwił, co?

– No… czytałeś odprawę?

– Czytałem. Poprzednia grupa została wybita w pień, co nie? Wrócił tylko Reynolds, w dodatku bez jednej ręki… Ilu ich tam było?

– Tuzin.

– No właśnie. Dwunastu chłopa, a Reynolds twierdzi, że pozabijało ich jakieś jedno coś. Co to było, przypomnij mi.

– Nazwał to Istotą, powiedział że cudem przeżył i że mamy tam nie wysyłać więcej ludzi.

– No właśnie… i powiedział to Reynolds, jebany Reynolds. Chyba wiesz co o nim mówią, nie?

– Wiem.

– Facet widział niejedną obcą formę życia, wyczyścił niejedną planetę i wychodził cało z zupełnie beznadziejnych sytuacji, a tu proszę… boi się jakiegoś lasu na planecie, która do złudzenia przypomina Ziemię. Straciłem do niego szacunek. Przypomnij mi, co on tam konkretnie wygaduje… że niby co tam siedzi w tym lesie?

– Nie wiem… nie da się z nim dogadać. Odjebało mu.

– Nieważne. Wyruszamy za godzinę. Niczego tam nie ma, po prostu Reynolds postradał zmysły i zabił pozostałych. Takie rzeczy się zdarzają… psycha mu wysiadła.

Czego naprawdę doświadczył Reynolds?

Nie przyleciałem na obcą planetę po to, żeby umrzeć. Siedzę w bezruchu od jakiejś godziny, ale to coś ciągle znajduje się gdzieś w pobliżu. Słyszę jak stawia kroki… oddycha… i… to wciąż wydaje mi się dosyć nieprawdopodobne, ale: wzywa mnie. Ta istota musi mieć coś na wzór zdolności telepatycznych. Nie wiem jak długo to potrwa… chyba powoli wysiada mi psychika. Dochodzę do wniosku, że wolę zginąć zamiast czuć, że to coś grzebie w moich myślach. Nie wiem czemu mnie oszczędziło, wydaje mi się, że i tak zna moje położenie w tym cholernym lesie, a wielu z chłopaków i tak już nie żyje.

– Pierdol się! Idę do bazy!

Po wykrzyczeniu tych słów pomyślałem, że muszę zacząć biec. Teraz albo nigdy. Moja ucieczka była bardzo trudnym przedsięwzięciem, bo las spowiła mgła. Była to wyjątkowo gęsta mgła, która sprawiła, że praktycznie niczego nie widziałem. Jednak to nie wszystko… to miejsce wydawało się być, jakby koszmarem sennym. Co jakiś czas słyszałem jakieś pojękiwania, czasem nadepnąłem na coś… przypominającego ludzkie wnętrzności. Niekiedy na drzewach mogłem dostrzec strumienie spływającej krwi. Skąd ta krew? Co tu się kurwa dzieje… Nie mam czasu o tym myśleć, muszę jak najszybciej powrócić do bazy i ostrzec innych. Mam nadzieję, że chociaż niektórym chłopakom udało się przeżyć, bo jeśli nie, to wszystko zależy ode mnie. Pozostali koniecznie muszą się dowiedzieć o rzeczach, które mają tu miejsce! To wcale nie jest bezpieczna planeta. Nie rozumiem dlaczego roboty, które przybyły tu na długo przed nami, niczego nie wykazały? Tyle różnych czujników, mikrofonów, kamer, chuj wie czego jeszcze… i nic. Nie dotarły do nas nawet śladowe ilości na temat potencjalnie niebezpiecznych form życia. Nie jestem naukowcem, ale wydaje mi się, że takie cyrki powinny się pojawić na jakimś przekazie. To zwyczajnie nie ma sensu…

Kiedy tak biegłem, nagle spod ziemi wydobyła się ludzka ręka, która złapała mnie za nogę. Wywróciłem się i co najgorsze: nie mogłem się wyswobodzić z uchwytu tego czegoś, a potem było już tylko gorzej. Kolejne ramiona wyrastały prosto z ziemi i coraz bardziej mnie unieruchamiały. Szarpałem się, choć tak naprawdę czułem, że nie mam szans na to aby się wyswobodzić. Po chwili to coś się do mnie zbliżyło… ta… istota. Była przerażająca, jakby wyrwana z moich najgorszych koszmarów… Kiedy byłem mały, zrywałem się w nocy, bo śniły mi się podobne rzeczy.

***

Akcja przeniosła się do specjalnego pomieszczenia, w którym bohater powyższych wydarzeń tłumaczył się z tego co zaszło w lesie. Niestety wszyscy są przekonani o tym, że postradał zmysły.

– Panie Reynolds, co wydarzyło się po tym jak te… koszmarne ręce wyrastające z gleby, trzymały pana przy ziemi?

– Mówiłem ci już, ty pieprzony pajacu: Istota do mnie przemówiła, kazała mi ostrzec pozostałych. Powiedziała, że daje nam ostatnią szansę. Nie możemy skolonizować tej planety, bo jest zamieszkiwana przez Istotę… to… nie jest fizyczna forma życia, ona… jest jakby z innego wymiaru, albo jest czymś jakby energią, która istnieje w tutejszych lasach. Kiedy do nich wchodzimy przenika do naszych umysłów i zabija nas jeden po drugim! Rozumiesz, kurwa? Z tym nie wygramy, tu nie pomoże ciężki sprzęt, ani ładunki wybuchowe… Może gdybyśmy rozpoczęli proces terraformowania i wyniszczyli lasy. Może wtedy coś by się zmieniło, ale trudno mi powiedzieć. To nie jest coś z czym powinniśmy igrać. To nie jest bezpieczna planeta, nasze rozeznanie zwyczajnie nie wykryło zagrożenia, które się tu znajduje. Nie możemy…

– Panie Reynolds, proszę się uspokoić. Jest pan żołnierzem, który jako jedyny powrócił z tego miejsca i nie możemy mieć pewności co do tego, czy to co pan mówi jest prawdą. Dlaczego pozostali nie żyją, a pan stracił rękę? Może to pan przyczynił się do ich śmierci, a doznane obrażenia są związane z faktem, że pozostali członkowie wyprawy postanowili się bronić? Wiemy, że był pan najbardziej doświadczonym członkiem wyprawy. Wyszedł pan bez szwanku z wielu pozaziemskich misji, które często wiązały się z jakąś formą zagrożenia. Może tym razem pana psychika nie wytrzymała? Proszę sobie to spokojnie przemyśleć. Kolejna drużyna już wyruszyła do lasu, aby zbadać całą sprawę. Jeżeli okaże się, że inni zginęli od pańskiej broni, wtedy…

– Nikt nie wróci. Wszyscy zginą. W ogóle mnie nie słuchacie… Istota nikogo nie oszczędzi. Wniknie do ich umysłów i sprawi, że ich najgorsze koszmary staną się rzeczywistością, a potem ich brutalnie pozabija. Te jebane podziemne ręce w ramach przestrogi wyrwały moje ramię, a potem puściły mnie wolno… Można powiedzieć, że miałem szczęście, którego pozostali nie doświadczą. Tylko nie mówcie potem, że was nie ostrzegałem.

Kto ma rację? Czy Reynolds naprawdę oszalał? A może w tym co mówi znajduje się ziarno prawdy?