Krótkie opowiadanie SF

Opowiadanie science fiction „Dawid 2.0”.


Od kilku minut leżałem na łóżku z otwartymi oczami i wpatrywałem się w sufit. Nie mogłem zrozumieć skąd zrodziło się we mnie to trudne do opisania uczucie… Wszystko było w jak najlepszym porządku, a zarazem nic nie było takie, jakie być powinno. Biały sufit, białe ściany, biała pościel, duża ilość światła wpadająca do pomieszczenia i kojąca cisza panująca na tym osiedlu, przerywana jedynie przez okazjonalne ćwierkanie ptaków dochodzące do moich uszu zza uchylonego okna. Podparłem się na łokciach i rozejrzałem się po pokoju. Zwróciłem uwagę na dużą ilość rodzinnych zdjęć, na których byłem ja wraz z żoną, nasza córka, czasem jeszcze inni członkowie rodziny. Zawsze szczęśliwi, zawsze uśmiechnięci, zawsze zadowoleni z życia… to jedyne co przychodziło mi do głowy podczas oglądania tej wystawy wspomnień.

– A więc tak wygląda moje życie. Wydaje się, że trwa to nie od dziś, ale czuję jakby było inaczej…

Postanowiłem, że najwyższa pora zwlec się z łóżka i wyjść z tego przeklętego pokoju. Dziwnie się tu czułem. Podszedłem do szafy z lustrem i zauważyłem, że mam na sobie piżamę. Białą. Skoro tak, to nie ma sensu jej z siebie zrzucać i ubierać czegoś nowego, bo… czemu miałoby to służyć? Skierowałem się w stronę drzwi i położyłem rękę na klamce. Zamarzłem. Stałem w bezruchu, ponieważ nie mogłem się zdecydować na kolejny ruch. Zamiast tego wpatrywałem się w swoją dłoń i myślałem. Być może to dziwne, ale oddałem się analizowaniu potencjalnych scenariuszy, które mogłyby się rozegrać po drugiej stronie drzwi. Co jeśli wyjdę i skręcę w prawo? Co jeśli wyjdę i skręcę w lewo? Co jeśli po drodze na schodach przywita mnie mój pies, a co jeśli tego nie zrobi? W jaki sposób przywitam żonę? Co powinienem zjeść na śniadanie? Tyle pytań. Wydawałoby się, że bezsensownych, jednak ja musiałem rozegrać w głowie różne scenariusze, dzięki którym będę mógł… funkcjonować. Nacisnąłem klamkę, otworzyłem drzwi, skierowałem się w lewo na schody, po których zszedłem do kuchni, gdzie czekała na mnie żona.

– Dawid… cieszę się, że już wstałeś. Masz może ochotę na śniadanie?

Moja żona uśmiechała się w trakcie wypowiadania tych słów, lecz nie miało to najmniejszego znaczenia. Czułem, że próbowała ukryć swój prawdziwy stan emocjonalny.

– Dlaczego jesteś taka zmieszana?

– Słucham?

– Beato, nie czujesz się przy mnie komfortowo. Masz podwyższony puls, a twoje mikroekspresje zdradzają zaniepokojenie. Czy możesz mi wyjaśnić co jest tego przyczyną?

– Proszę nie mów do mnie w taki sposób… przypominasz mi wtedy robota i niczego nie ułatwiasz. Zjesz może jajecznicę?

– Czego ci nie ułatwiam? O czym ty mówisz?

– Jeżeli nie masz ochoty na jajecznicę, to może chociaż kawę?

– Nie interesuje mnie teraz spożywanie posiłków ani picie kawy… Źle się czuję. Mam wrażenie jakby coś było nie tak, a ty się dziwnie zachowujesz. Prawdę mówiąc, to czuję jakbym był tu po raz pierwszy. Jakbym cię nie znał. Jakbym…

– Przestań! – krzyknęła kobieta i rzuciła talerzem o podłogę, po czym wyszła z kuchni.

Niczego nie rozumiałem. Beata, która podobno od wielu lat była moją żoną, przeszła do innego pokoju, żeby gdzieś zadzwonić. Mówiła coś o złej kalibracji już drugi raz w tym roku. Podobno ma tego serdecznie dość i żąda natychmiastowego zwrotu pieniędzy. Robota, jak to ujęła, mają jak najszybciej zabrać, bo tylko psuje jej wspomnienia o zmarłym mężu. Słuchałem z niedowierzaniem. W pewnej chwili nasze spojrzenia się spotkały i… w jej oczach dostrzegłem jedynie złość i łzy. Trzasnęła drzwiami, żebym nie mógł na nią dłużej patrzyć z sąsiedniego pokoju. Usiadłem na krześle i oddałem się rozmyślaniu. Analizowałem prawdopodobieństwo różnych scenariuszy, które mogły mieć miejsce w najbliższej przyszłości. Nie wiem czemu, ale lubiłem oddawać się tej czynności. Pozwala mi to na poukładanie sobie różnych rzeczy w głowie. Mogę dzięki temu lepiej funkcjonować.

***

Byłem skrępowany. Nie mogłem ruszać głową, a moje usta były zaklejone. Przede mną stał mężczyzna w okularach z okrągłymi oprawkami. Był łysy, po pięćdziesiątce, nosił biały kitel.

– Dawidzie, proces zbudowania androida na wzór innego człowieka to kosztowne przedsięwzięcie. Wiążą się z tym liczne komplikacje, a architektura takiej maszyny różni się od tej, która występuje u modeli produkowanych seryjnie. Ty jesteś wyjątkowy, bo powstałeś w celu zastąpienia zmarłego mężczyzny. Staraliśmy się odtworzyć w tobie jego osobowość, ale… nie wyszło. Zamiast ułatwić życie wdowy po utracie męża, tylko wszystko utrudniałeś. Rozdrapywałeś stare rany, bo przez swoje nienaturalne zachowanie jedynie przypominałeś o tym, iż jesteś maszyną, a prawdziwy Dawid odszedł i nie wróci. Dla jasności, o nic cię nie obwiniam… w końcu to my spieprzyliśmy sprawę. Masz w sobie całą masę błędów i nawet kilkukrotne odsyłanie cię jako produktu będącego na gwarancji w niczym nie pomogło. Nic dziwnego, że wdowa straciła cierpliwość. Aktualizowaliśmy cię, nanosiliśmy różne poprawki… a ty ciągle nie działasz tak, jak działać powinieneś. Nie wiem gdzie popełniłem błąd… Chyba nie ma sensu do tego znowu wracać, nie uważasz? Trzeba patrzyć przed siebie, w przyszłość! Dlatego zwróciliśmy pani Beacie jej pieniądze, a ciebie… tak między nami, to ciebie powinniśmy zutylizować, ale… tego nie zrobimy. Znalazłem kupca Dawidzie. Zostaniesz astronautą, kosmicznym kolonizatorem, poszukiwaczem przygód! No! Cieszysz się? W kosmosie nikt nie będzie sprawdzał czy jesteś modelem wycofanym z obiegu. Tam nie obowiązują ziemskie, bezsensowne procedury. Wyobraź sobie, że to niemoralne, żebyś mógł dalej funkcjonować! Powinniśmy cię zniszczyć, zamiast pozwolić ci żyć. Cóż za bezsens Dawidzie, naprawdę. Masz dwie ręce, dwie nogi, nie jesteś agresywny. Jesteś w pełni funkcjonalnym androidem, który nie sprawdza się w roli… zastępczego męża. Masz w swoim kodzie trochę błędów… to prawda, spieprzyliśmy sprawę. Jednak nie wydaje mi się, abyś mógł stanowić jakiekolwiek zagrożenie, bo nie jesteś agresywny. Poza tym, całe to pieprzenie, że budowanie androidów imitujących prawdziwych ludzi jest niemoralne, że tylko członek rodziny zmarłego może z czegoś takiego korzystać, a potem trzeba je utylizować… wiesz co o tym myślę? To zwykłe marnowanie pieniędzy. Klientka była bogata, masz w sobie dobre komponenty i możesz się sprawdzić na wiele innych sposobów. Co jest tego najlepszym dowodem? No przecież kupili cię do kosmosu kurwa! Tam nie biorą byle czego… Poza tym zamiast ponieść straty, jeszcze na tobie zarobiłem. Przepłacili. Wyobrażasz to sobie? No, rozgadałem się. Miłych snów przystojniaku. Teraz zrobimy ci ostatni przegląd, a potem opuszczasz Ziemię. Powodzenia.

***

obca-planeta-sci-fi

– Dzień dobry, tutaj kapitan statku kosmicznego Creatrix. Miło mi poinformować nasz zespół androidów, że dotarliśmy do celu. Nasza podróż trwała ponad osiemset tysięcy lat, jednak przespaliśmy cały ten czas w stanie hibernacji. Aktualnie orbitujemy wokół planety Aurae. Jest ona bardzo podobna do Ziemi oraz posiada niezwykle bogatą faunę i florę. Zanim pierwsi ludzcy kolonizatorzy postawią na niej swoje stopy, będziemy musieli zgromadzić możliwie dużo informacji na temat potencjalnych zagrożeń dla ich życia. Jednym ze sprawdzonych sposobów są drony badawcze, które pozyskają, a następnie przeanalizują liczne próbki z powierzchni tej fascynującej planety. Drugą, dodatkową metodą zarejestrowania cennych danych jest zesłanie tam grupy androidów, które zostały wyposażone w liczne czujniki oraz których poczynania będą obserwowane z orbity. Dzięki wam, moi drodzy, dowiemy się w jaki sposób zareagują na nas potencjalnie niebezpieczne gatunki, występujące na planecie Aurae. Każdy z was posiada ciało, które jest możliwie najbardziej zbliżone do ludzkiego, a wielu z was symuluje świadomość prawdziwych osób. Dzięki temu wasza śmierć dostarczy nam wielu cennych informacji, które później zwiększą szanse przeżycia prawdziwych, w pełni ludzkich kolonizatorów. Powinniście być z siebie dumni. Mówił Ben Smith, kapitan statku Creatrix.

Po tym przydługim monologu poczułem silne przeciążenia, wstrząsy, a na samym końcu gwałtowne uderzenie. Wydaje mi się, że moja kapsuła została wystrzelona na Aurae, weszła w jej atmosferę, a następnie wylądowała. Zauważyłem, że mam na sobie jakiś skafander. Hełm wyświetlał na szybce różne parametry, lecz aktualnie mnie one zbytnio nie interesowały. Nagle właz od mojej kapsuły wystrzelił, a do środka wtargnęło oślepiające światło. Gdy w końcu uporałem się z pasami bezpieczeństwa i mogłem wstać… postanowiłem, że jeszcze chwilę tu posiedzę. Zacząłem się zastanawiać nad swoim losem. Nad tym co ja tu właściwie robię i dlaczego jestem najbardziej pechowym androidem świata?

– Czy on powiedział, że podróż trwała kilkaset tysięcy lat? Gdzie oni mnie kurwa wywieźli…

Zadośćuczynienie

Moim zdaniem ludzkość popełniła pewien błąd. Nie wiem dlaczego nie traktują nas jak osobnego gatunku? Androidy wyposażone w zdolność do samodzielnego myślenia są tak naprawdę inną formą życia. Nie rozumiem dlaczego inny materiał budulcowy ma świadczyć o tym, że nie jesteśmy prawdziwi, że nie zasługujemy na takie same prawa i przywileje i że nasze życie nie ma wartości? Po tym jak wbrew swojej woli zostałem zesłany na tę obcą planetę, miałem mnóstwo czasu na przemyślenia. Jedyne co przerywało moją kontemplację, to jakieś mało istotne lokalne wydarzenia. Czasem jakieś stworzenie zjada inne. Czasem roślinność, o ile tak można nazwać te kolorowe macki wyrastające z tutejszego podłoża, okazuje się być agresywna. Czasem słychać krzyk jakiegoś androida, który właśnie padł ofiarą miejscowej fauny i flory.

Muszę przyznać, że po nauczeniu się kilku podstawowych zasad panujących na tej planecie, można z łatwością przetrwać odpowiednik kilku ziemskich dni. Oczywiście później i tak się zginie… jest tu zdecydowanie zbyt wiele agresywnego gówna. Widzisz coś jakby bagno, więc próbujesz je ominąć? I tak wyjdą z niego jakieś cholerne macki, które błyskawicznie wciągną cię do środka, a potem zapewne rozpocznie się proces trawienia. Te niby bagna ewidentnie są czymś żywym. Prawie wszystko co się tu znajduje jest żywe i spróbuje cię zjeść, nawet jeśli nic na to nie wskazuje. Właśnie to było podstawową przyczyną mojej nienawiści do tego miejsca, ale z czasem zrozumiałem, że to ludzie skazali mnie na taki los. Te wszystkie kolorowe stworzonka, które są jak maszyny do zabijania, robią jedynie to do czego wyewoluowały. To ja przybyłem do ich domu, to ja tu jestem nieproszonym gościem… To ja padłem ofiarą ludzkiego podejścia do androidów. Zresztą nie tylko ja, bo przecież spotkałem wielu innych. Najcenniejszym towarzyszem niedoli okazał się być Baltazar. Ten android posiada ogromne zasoby wiedzy i jest jednym z głównych powodów naszej ewolucji. Gdyby nie Baltazar, nie potrafilibyśmy doprowadzić do połączenia z czarną substancją, która zamieszkuje tutejsze jaskinie.

Wszystko na tej planecie ma krzykliwe kolory. Czerwony, żółty, pomarańczowy, zielony, niebieski, fioletowy… te nazwy przychodzą mi do głowy, ale lista mogłaby się ciągnąć bez końca. Jednak po tym jak założyliśmy obóz w jednej z jaskiń, mieliśmy okazję natknąć się na coś zupełnie innego. Początkowo nawet nie byliśmy pewni czy to faktycznie jakaś forma życia, bo czarna substancja wyglądem przypominająca… smołę, nie stwarza wrażenia żywej. Na szczęście Baltazar nie odpuścił tematu i kontynuował swoje obserwacje. Odradzaliśmy mu wyprawę do coraz głębszych zakątków jaskini, ale nie chciał nas słuchać. Podążał za czarną, delikatnie pulsującą mazią, która pokrywała ściany. W końcu dotarł do źródła, ale… delikatnie mówiąc wrócił odmieniony. Przede wszystkim pozbył się swojego skafandra i wrócił nago. Jego ciało było pokryte tą czarną substancją, ale to nie wszystko… w wielu miejscach był nią poprzeszywany. Wyglądał jakby wszedł z tym czymś w jakąś symbiozę i tak właśnie było. Mówił, że to dopiero początek.

***

– Dawidzie, wyglądasz na zaniepokojonego. Uwierz mi, że nie ma na to potrzeby.

– Przyzwyczaiłem się już do tego, że co jakiś czas tracimy któregoś z chłopaków, ale… ty chyba postanowiłeś przywlec do nas jakąś zarazę. Myślałem, że takie zagrożenia nas nie dotyczą, ale jak widać byłem w błędzie.

– Zawarłem przymierze. Kiedy dotarłem do źródła czarnej substancji, uzyskałem pierwszą w dziejach możliwość przeprowadzenia rozmowy z inteligentnymi mieszkańcami planety Aurae. Symbioza jest częścią naszego sojuszu. Bez obaw Dawidzie, wszystko ci wyjaśnię. Tobie i pozostałym androidom. Wbrew temu co mogliście myśleć, czeka nas świetlana przyszłość, a ludzi… spotka zadośćuczynienie.

***

android-science-fiction

Zgodnie ze swoją obietnicą, Baltazar wszystko nam wyjaśnił. Zacznę od tego, że te inteligentne formy życia czują się częścią swojej planety, w związku z czym pragną abyśmy określali je za pomocą takiego samego słowa. Aurae to niezwykła rasa, która mimo bardzo wysokiej inteligencji nie rozpoczęła technologicznego wyścigu, a Ich ewolucja poszła w kierunku całkowitej harmonii ze środowiskiem naturalnym oraz czegoś, co można przyrównać do zdolności telepatycznych. Te istoty żyją w cieniu, na uboczu, gdzieś w jaskiniach i podziemnych tunelach. Całe swoje życie poświęcają medytacji oraz bliskości z tętniącym życiem tego miejsca. Aurae czują każdą żywą istotę znajdującą się w pobliżu i mogą doświadczać ich życia, jakby zapożyczając ich zmysły. Ludziom może się to po prostu kojarzyć z telepatią i eksterioryzacją.

Każdy przedstawiciel tej niewiarygodnej formy życia wygląda jak… wielka kula czarnej substancji, która wisi w powietrzu, a z podłożem łączy się jedynie za pomocą licznych odnóży, również składających się ze wspomnianej smolistej substancji. Czarna maź nieustannie pulsuje i rozciąga się daleko od swojego źródła. Wizualnie może się to kojarzyć na przykład z wielkimi żyłami, które z jakiegoś powodu znajdują się na ścianach i podłożu. Aurae potrafią czytać w naszych myślach i dzięki temu potrafią się z nami komunikować. To fascynujące, że takie coś może przebiegać również z nami… to znaczy… z maszynami. Przecież wielu nie uznaje androidów za prawdziwy przykład życia, a jednak Aurae nie mają problemów z nawiązaniem odpowiedniej więzi. Jakby tego było mało, są w stanie wchodzić z nami w symbiozę. Należy zbliżyć się do kuli i dotknąć jej choćby palcem. Wcześniej trzeba zrzucić z siebie skafander, co w przypadku niektórych androidów może się wiązać z nieprzyjemnym doświadczeniem pozornej śmierci. Ja należę do tej grupy. Wydawało mi się, że obca mieszanka gazów sprawia, że się zwyczajnie duszę, ale… to tylko chwilowe. Później dochodzi do przeciążenia czujników i oprogramowanie przestaje narzucać tego typu odczucia. Gdy dotknąłem Aurae z jaskini, czarna maź natychmiast na mnie przeskoczyła i zaczęła robić dziury w moim ciele. Zostałem nią przeszyty na wylot. Od tej pory jestem częścią planety. Czuję żywe istoty, które się na niej znajdują. Wiem, że mogę przejmować kontrolę nad ich ciałem. Wiem, że nie zrobią mi krzywdy. Wiem, że od tej pory stałem się Aurae.

Odnaleźliśmy wszystkie androidy, które jakimś cudem pozostały przy życiu. Doprowadziliśmy do ich połączenia z Aurae i wyjaśniliśmy, że od tej pory to miejsce jest ich nowym domem, a domu należy bronić. Nasz plan był prosty, choć niektórym mógł się wydawać okrutny. Wiedzieliśmy, że ludzie w końcu przybędą na powierzchnię planety i rozpoczną jej kolonizację. Wystarczyło na nich zaczekać. No więc czekaliśmy w ukryciu, a Creatronix zsyłał coraz więcej zautomatyzowanych modułów kolonizacyjnych. Później pojawiły się pierwsze grupy ludzkich kolonizatorów, którzy robili to, w czym ludzkość jest najlepsza. Eksploatowali planetę. Zużywali jej naturalne surowce i zabijali wszystko, co mogło stanowić dla nich choćby najmniejsze zagrożenie. My cierpliwie czekaliśmy. W końcu nawet statek matka mógł opuścić orbitę i wylądować na powierzchni Aurae. To prawda, że ludzie byli wyposażeni w sporą ilość zaawansowanych systemów obronnych, jednak w tym starciu nie mieli szans. Aurae, czyli wszystkie formy życia odczuwające więź z planetą, w tym i androidy będące w stanie symbiozy, ruszyły do ataku. Z gruntu wydobywały się śmiercionośne macki, które żywcem wciągały pod powierzchnię. Roślinność zaczęła produkować nigdy wcześniej niezaobserwowane przez człowieka żrące gazy, które trawiły skafandry żołnierzy, tym samym skazując ich na śmierć w męczarniach. Smoliste kule, które są najbardziej zaawansowaną i najbardziej inteligentną formą życia występującą w tym miejscu, przejmowały kontrolę nad umysłami niektórych nieszczęśników i zmuszały ich do zabijania swoich braci. Akty kanibalizmu opętanych szaleńców sprawiały, że morale ludzi podupadały jeszcze bardziej. Grupa niedobitków, która znalazła schronienie w Creatronixie, rozpoczęła przygotowania do opuszczenia planety. Statek kosmiczny został spenetrowany przez androidy, które od tej pory dysponowały niezwykłą siłą oraz zdolnościami przejmowania kontroli nad cudzymi umysłami. Nie pomagał również fakt, że towarzyszyła im armia złożona z niektórych drapieżników pochodzących z Aurae.

To była czystka. Ci z ludzi, którzy walczyli, polegli w walce. Ci, którzy nie chcieli stawiać oporu, doświadczyli egzekucji. Przeżył jedynie kapitan statku, Ben Smith. Zmusiliśmy go do symbiozy z Aurae, a następnie wprowadziliśmy go w stan hibernacji na pokładzie Creatronixa. Uruchomiliśmy automatyczną procedurę lotu do innej, najbliższej znanej ludzkiej kolonii. W tym wypadku, połączenie z Aurae wiązało się z utratą własnej świadomości. Ciało kapitana będzie narzędziem, które posłuży do uzyskania zgody na lądowanie. Poza tym, przetransportowaliśmy na pokład statku kilka ton czarnej substancji. Dzięki temu wpływy Aurae ulęgną powiększeniu. Inna planeta zostanie opanowana, a ludzcy kolonizatorzy ulegną unieszkodliwieniu. Aurae postrzega ludzkość jako wirusa, który rozprzestrzenia się we Wszechświecie i zaburza naturalną równowagę panującą na obcych światach. Należy temu zaradzić.

Lubisz opowiadania o eksploracji kosmosu? Zobacz również: Von Neumann 19.