Kwestia zaufania (twórczość sci-fi)

Opowiadanie science fiction „Kwestia zaufania”.


– Jestem pieprzonym androidem! Jeżeli się dowiedzą,  będzie po mnie.

Byłem zlany potem. Nerwowo przeszukiwałem szafki z dokumentami. Wiedziałem, że moja teczka musi tu gdzieś być.

– Kurwa, dlaczego mnie to spotkało? Ja! Androidem! I dowiaduję się o tym dopiero teraz? Nie życzę nikomu niczego złego, ale zajebię tego kto mi to zrobił.

– Co ty właściwie robisz?

Najwidoczniej Rob dopiero co wszedł do pomieszczenia i wygląda na to, że był szczerze zdezorientowany moim zachowaniem. Pytanie, które mi spokojnie zadał, było dla mnie jak przeszywający dreszcz powodujący natychmiastowy paraliż ciała.

– Nic. Tylko czegoś szukam, zostaw mnie na chwilę.

– Jak tam sobie chcesz. Tylko nie siedź tu zbyt długo, bo jeszcze Henryk pomyśli, że to ty jesteś tym androidem, a wtedy marny twój los. Ha, ha, ha!

– Odwal się Rob.

– Widzimy się za dziesięć minut w głównym holu, lepiej żebyś się nie spóźnił, bo wiesz co Henryk wtedy zrobi…

W końcu sobie poszedł. Kolonizacja Marsa to jedno, ale rebelia wewnątrz pierwszego ludzkiego obozu postawionego na czerwonej planecie, a do tego brutalne czystki skierowane w stronę wszystkich nadzorców i nieludzi… to jakiś absurd. Kto prowadził te testy psychologiczne? Jak oni ich kurwa powybierali? Przecież to sami wariaci.

– Mam! Znalazłem! Moja teczka osobowa, pełen zapis!

Nerwowo jeździłem wzrokiem po wszystkich stronach, a krople potu spływały po moim nosie, kapiąc na kartki papieru. Szukałem jakiejś wzmianki o moim… sztucznym pochodzeniu. O tym, że moje życie, wspomnienia, pozornie ludzkie ciało… to wszystko kłamstwo.

– Jest… „Aidan Kurtis wyposażony w organizm o numerze seryjnym 10-1256-0, jest zaliczany do grupy porządkowej. Aktywowanie trybu porządkowego spowoduje wymazanie świadomości maskującej, stworzonej wyłącznie w celu ukrycia prawdziwej funkcji kolonizatora. Aidan Kurtis może zostać przełączony do trybu gotowości bojowej: 1. Po uruchomieniu alarmu przez jednego z nadzorców kolonii. 2. Po otrzymaniu sygnału nadesłanego z centrum misji znajdującego się na planecie Ziemia.”

Rzuciłem kartoteką o ścianę. Najpierw pomyślałem, że nie chcę umierać. Nie chcę żeby moja świadomość została wymazana. Nie chcę się zamienić w jakąś maszynę do pacyfikowania nieposłusznych kolonizatorów. Ale potem pomyślałem, że przecież i tak nigdy nie byłem żywy. Całe moje życie to zmyślona historyjka stworzona przez jakiś generator komputerowy, wgrana na nośnik świadomości i wstawiona do mojej głowy. Mojej głupiej, nieprawdziwej głowy, która jest głową androida. Może bym jeszcze trochę pożył, może nawet całkiem sporo. Wiódłbym leniwie swoje iluzoryczne życie, dumnie będąc jednym z pierwszych kolonizatorów Marsa. Tia… kto by pomyślał, że ludzka psychika tak kiepsko zniesie podróż na inną planetę – już pierwsza grupa kolonizatorów dopuściła się krwawego przewrotu. Henryk zabił chyba wszystkich nadzorców, a teraz szuka androidów, żeby je wybić zanim zostaną przełączone w tryb bojowy… czy tam porządkowy? A jeden chuj… Ziemia i tak wyśle sygnał. Mam najwyżej dwadzieścia minut życia. To wszystko wina tych popaprańców i ich szalonego przywódcy. Właściwie, to co ten chory skurwiel chciał uzyskać swoją rebelią? Że też dałem się w to w ogóle wciągnąć. Nieważne, teraz nie mogę dać się złapać, Henryk mi za to zapłaci. Na szczęście mi ufają, nikt nie podejrzewa mnie o bycie androidem. Muszę być jak najbliżej Henryka, wtedy po przełączeniu na tryb bojowy zabiję go chociażby gołymi rękami, chociaż… chyba jest jeszcze inny sposób.

– Dobra, mam pomysł.

Wziąłem kartotekę Roba i udałem się z nią do głównego holu, gdzie Henryk szykował się do dokonania egzekucji na wszystkich, których podejrzewał o bycie androidem.

– Czekajcie! Wiem kto jest ostatnim androidem, to żaden z nich! Mam kartotekę, wszystko tu jest!

– No w końcu jesteś – powiedział Henryk – już miałem za tobą wysyłać ludzi. Chodź tu z tymi papierkami, bo trudno mi uwierzyć, że akurat Filip nie jest robotem… chyba i tak go zabiję.

– Nie, to nie Filip, ani żaden z nich. Zaczekaj, już schodzę.

Zbiegłem po schodach i zbliżyłem się do Henryka.

– To Rob, wszystko jest w kartotece. Pomyślałem, że jak porządnie przeszukam dokumenty, to znajdę jakąś wzmiankę na ten temat, no i znalazłem. Sam zobacz.

– Łapać go i do mnie! Mamy mało czasu. Zatłukę go jak psa! Rob androidem… a traktowałem go jak brata.

Tak jak myślałem, ten chory popapraniec po wzięciu kartoteki nawet do niej nie zajrzał. Od razu kazał skrępować Roba i postawić go na kolanach przy Filipie oraz pozostałych pięciu nieszczęśnikach. Prawdę mówiąc nie zdziwiło mnie również to, że zdecydował się zabić Filipa mimo pełnej świadomości, że jest człowiekiem. Po prostu do niego podszedł i zaczął go okładać metalową rurą po głowie, to kompletny świr. W końcu skierował swoją uwagę na Roba.

– Rob, łamiesz mi serce. Myślałem, że razem wyczyścimy kolonię z wszelkiego plugastwa, a ty jesteś jednym z nich.

– To niemożliwe, zajrzyj chociaż do tej cholernej kartoteki, przecież on kłamie.

– Widzisz Rob, nie muszę niczego sprawdzać, to kwestia zaufania. Coś, czego wy plugawe roboty nigdy nie zrozumiecie, dlatego tak łatwo było was odróżnić od innych, wiesz?

Być może zastanawiacie się, dlaczego przed znalezieniem potwierdzenia w papierach, byłem przekonany o tym, że nie jestem człowiekiem? Najpierw musicie wiedzieć, że wszelkie nadludzkie zdolności są zablokowane w trybie standardowym, kiedy to maskująca świadomość steruje poczynaniami androida. Wszystko po to, żeby przypadkiem nie wydać jego prawdziwej roli w marsjańskiej kolonii. Ta rola sprowadza się do funkcjonowania pośród innych w sposób nie wzbudzający jakichkolwiek podejrzeń, natomiast w przypadku sytuacji wyjątkowej, jeżeli zajdzie taka potrzeba, do dokonania mordu na kolonizatorach, którzy z jakiegoś powodu stanowią zagrożenie dla misji kolonizacji Marsa. Może to mieć miejsce tylko w przypadku przełączenia w specjalny tryb bojowy, ale to już wiecie. No dobra, więc co sprawiło, że nabrałem podejrzeń co do mojej nie do końca ludzkiej natury? Otóż jako jeden z zaufanych ludzi Henryka, zostałem wysłany do mieszkania osoby podejrzanej o bycie androidem. Facet był na tyle sprytny, że przeczuwając co się zbliża, nasączył swoje dokumenty jakąś trucizną. Potem, gdy go odwiedziliśmy, zgodnie z naszą prośbą przekazał je w nasze ręce abyśmy mogli zweryfikować jego tożsamość. Oczywiście zupełnym zbiegiem okoliczności, nosił rękawiczki. Po kilku minutach mój towarzysz padł na ziemię i stracił puls. Ja, mimo że jako pierwszy dotknąłem zatrutych dokumentów, miałem się bardzo dobrze. Facet popatrzył na mnie, pokiwał głową i wyjaśnił, że jeśli przychodzę osądzać innych o bycie androidami, to wypadałoby żebym sam nie był jednym. Pokazał mi słoiczek z trucizną i wyjaśnił co się stało.

Henryk przymierzał się do zabicia Roba, ale zrobił się już dość blady i zaczął opadać z sił. Wydaje mi się, że kartoteka którą nasączyłem tą samą trucizną, dała mu się we znaki. Zaraz padnie trupem. Niedługo po tym sygnał z Ziemi powinien mnie przełączyć w tryb bojowy, dzięki czemu pozabijam wszystkich kolonizatorów. Niestety, ale pierwsza grupa jest skazana na stuprocentową czystkę. Być może drugiej pójdzie lepiej.