Obce formy życia w filmach i grach science fiction wcale nie są obce…

Published on: Wrzesień 28, 2017

Filled Under: Science Fiction

Views: 349

Tags: , ,

Jak zauważa Jonathan Losos, według niektórych szacunków w samej Drodze Mlecznej mogą istnieć miliardy egzoplanet podobnych do Ziemi (a co dopiero w całym Wszechświecie). Nie muszą tam panować dosłownie takie same warunki… wystarczy jeśli jest to planeta skalista o zbliżonych rozmiarach, podobnych temperaturach, podobnej atmosferze, może na niej występować woda w stanie ciekłym itd. Skoro są takie miejsca, to jest również szansa na to, że powstało tam życie. A skoro powstało tam życie, to rodzi się kolejne pytanie… czy będzie ono naszym sobowtórem?

Czy życie pozaziemskie będzie podobne do życia na Ziemi?

Świetny filmik z kanału Big Think, w którym wystąpił biolog Jonathan Losos, jest próbą podzielenia się opinią profesora z Harvardu na temat pytania, które z pewnością regularnie pojawia się w umysłach fanów science fiction: czy obce formy życia powinny być do nas podobne? Wszyscy widzieliśmy filmy, seriale i gry, w których organizmy z odległych zakątków Drogi Mlecznej mają dwie nogi, dwie ręce, oczy, usta… Powstały na całkowicie innych planetach, a jednak różnią się od nas jakimiś mało istotnymi drobnostkami jak np. kolor skóry czy kształt głowy… Poza tym są niemal naszym lustrzanym odbiciem. Totalna bzdura? A może jest w tym chociaż trochę sensu?

obca-forma-zycia

Można na to spojrzeć w taki sposób. Ludzie okazali się być gatunkiem, który świetnie sobie poradził na Ziemi. Ewolucja wypromowała w nas te cechy, które sprawdzały się najlepiej i dzięki temu zdominowaliśmy całą planetę. Skoro jesteśmy przykładem formy życia, która jest doskonale przystosowana do życia na Ziemi, to… na planecie podobnej do Ziemi powinny powstać podobne formy życia. To one najlepiej sobie ze wszystkim poradzą. Mniej więcej ta konfiguracja jest najlepsza, więc to ona pozwala zdominować mniej więcej takie planety… Można powiedzieć, że taki pogląd ma jakiś sens, ale ostatecznie jest to trochę naciągane.

Po opisaniu przedstawionego wyżej pomysłu, Jonathan Losos zaczyna tłumaczyć, że to wcale nie jest tak, iż tylko jedno rozwiązanie jest idealną odpowiedzią na określone warunki. Za przykład posłużył mu dzięcioł, który stuka w korę drzewa w poszukiwaniu pustego dźwięku, oznaczającego że tutaj może być larwa. Następnie przechodzi do zrobienia otworu, żeby w końcu wykorzystać swój niezwykle długi język do wyciągnięcia larwy.

Biolog tłumaczy, że dzięcioły nie lubią podróżować przez wodę, więc pewne odizolowane wyspy są ich pozbawione. Mimo tego, wspomniane wyspy również mają środowisko, w których dzięcioł mógłby się świetnie sprawdzić, tzn. są tam drzewa, z których można wyciągać larwy. Co w związku z tym? Ktoś inny wskoczył na to miejsce, a rozwiązanie tego kogoś jest zupełnie inne… Mowa o palczaku madagaskarskim (aye-aye lemur), który… nie da się ukryć, nie przypomina dzięcioła, a jednak prowadzi podobny styl życia. Małpiatka stuka palcem i również nasłuchuje dźwięku, który oznacza, że w określonym miejscu może się znajdować larwa. Następnie za pomocą przystosowanych do tego zębów wygryza dziurę, żeby w końcu skorzystać ze swojego niepokojąco długiego i cienkiego palca, który umożliwia wyjęcie zdobyczy (zupełnie jak język dzięcioła).

Ten prosty przykład pokazuje, że na planecie podobnej do Ziemi wcale nie muszą powstawać humanoidalne formy życia, bo wcale nie jest tak, że w danym środowisku najlepiej sprawdzi się tylko jedno rozwiązanie. Pomysł mówiący o tym, że humanoidalne istoty są optymalne dla ziemiopodobnych planet i tylko takie będą tam powstawać w wyniku ewolucji jest… taki sobie. Natomiast filmy i gry science fiction mogłyby się wysilać na coś więcej.